Zdrowie

Naturalne wspieranie odporności: co działa, a co nie

Medic House

Jesienią i zimą wraca pytanie, jak „wzmocnić odporność”. Odpowiedź jest mniej efektowna niż obietnice z reklam, ale za to możliwa do zastosowania.

Zacznijmy od rzeczy najważniejszej: układ odpornościowy jest złożonym systemem, na który składają się bariery ciała, komórki, przeciwciała i narządy współpracujące ze sobą w wielu miejscach organizmu. Nie da się go „podkręcić” jednym produktem spożywczym ani suplementem, tak jak nie da się poprawić pracy całego organizmu jedną tabletką. Można natomiast stworzyć warunki, w których działa on prawidłowo, i tym właśnie zajmuje się ten tekst.

Dwie różne rzeczy: sprawny układ odpornościowy i odporność na konkretną chorobę

To rozróżnienie wyjaśnia większość nieporozumień.

Prawidłowe funkcjonowanie układu odpornościowego wspierają codzienne nawyki: sen, odżywianie, ruch, unikanie używek, leczenie chorób przewlekłych. To rodzaj utrzymania organizmu w formie.

Odporność swoista wobec konkretnej choroby to co innego. Powstaje wtedy, gdy układ odpornościowy nauczy się rozpoznawać konkretny drobnoustrój, czyli po przechorowaniu albo po szczepieniu. Żaden produkt spożywczy tego nie zastąpi: jedzenie nie nauczy organizmu rozpoznawać wirusa grypy ani pneumokoka.

Dlatego zdrowe nawyki i szczepienia nie konkurują ze sobą, tylko działają na dwóch różnych poziomach.

Co naprawdę ma znaczenie

Amerykańskie Centrum Kontroli i Prewencji Chorób wymienia kilka obszarów o realnym wpływie na pracę układu odpornościowego.

  • Sen. Niedobór snu pogarsza działanie różnych elementów odporności. Dorosłym zaleca się zwykle od 7 do 9 godzin.
  • Zbilansowana dieta. Chodzi o pokrycie zapotrzebowania na składniki odżywcze, a nie o pojedyncze „cudowne” produkty. Podstawą są warzywa i owoce, pełne ziarna, nasiona roślin strączkowych, źródła białka i tłuszcze roślinne.
  • Regularna aktywność fizyczna. Zalecenia mówią o co najmniej 150 minutach umiarkowanego wysiłku tygodniowo oraz o ćwiczeniach wzmacniających dwa dni w tygodniu. Aktywność może też poprawiać odpowiedź na niektóre szczepienia.
  • Niepalenie. Palenie osłabia zdolność organizmu do zwalczania chorób.
  • Ograniczenie alkoholu.
  • Leczenie chorób przewlekłych. Źle kontrolowana cukrzyca czy inne choroby przewlekłe utrudniają pracę układu odpornościowego, a ich leczenie jest częścią dbania o odporność.
  • Szczepienia zgodne z zaleceniami, które uczą organizm rozpoznawać konkretne zagrożenia.
  • Higiena rąk w sytuacjach, w których ma znaczenie: przed jedzeniem, po powrocie do domu, po kontakcie z osobą chorą.

Uczciwe zastrzeżenie: żaden styl życia nie zapobiegnie każdej infekcji. Zdrowe osoby też chorują. Dobre nawyki zmniejszają ryzyko i wpływają na przebieg, ale nie dają gwarancji.

Czy potrzebuję suplementów?

Tu obowiązuje zasada, która bywa pomijana w reklamach: niedobór składnika odżywczego może pogarszać funkcjonowanie organizmu, ale przyjmowanie go ponad zapotrzebowanie nie oznacza automatycznie „silniejszej odporności”. Uzupełnianie niedoboru i łykanie dużych dawek „na wszelki wypadek” to dwie różne rzeczy.

  • Witamina D. W polskich warunkach, przy niewielkiej ekspozycji na słońce w miesiącach jesienno-zimowych, suplementacja jest powszechnie zalecana, a dawkę dobiera się do wieku, masy ciała i sytuacji zdrowotnej. To jednak uzupełnianie niedoboru, a nie sposób na „podkręcenie” odporności.
  • Cynk. Jego niedobór upośledza odpowiedź immunologiczną, ale u osoby odżywiającej się prawidłowo dodatkowa podaż nie daje dodatkowej korzyści, a nadmiar bywa szkodliwy.
  • Witamina C. Jest potrzebna, łatwo pokryć zapotrzebowanie dietą, a stosowanie bardzo dużych dawek nie ma dobrego uzasadnienia.

Nie zalecamy megadawek witamin i minerałów. Jeśli podejrzewasz niedobór, sensowniejsze jest sprawdzenie tego z lekarzem niż suplementacja w ciemno. Plan żywieniowy warto ustalić z dietetykiem, a wątpliwości zdrowotne omówić na konsultacji internistycznej.

Warto też pamiętać, że preparaty ziołowe i suplementy mogą wchodzić w interakcje z lekami, w tym z lekami przeciwkrzepliwymi, przeciwdepresyjnymi czy stosowanymi po przeszczepieniu narządu. Przyjmowane leki warto zgłosić, zanim sięgnie się po nowy preparat.

A co z „superfoods”?

Nazwa „superfood” jest pojęciem marketingowym, nie kategorią medyczną. To nie znaczy, że te produkty są złe: znaczy, że warto je oceniać tak jak każdą inną żywność.

Jagody acai. Amerykański ośrodek badań nad medycyną komplementarną stwierdza wprost, że nie ma wystarczających wiarygodnych danych, by uznać acai za pomocne w jakimkolwiek konkretnym celu zdrowotnym. Badania laboratoryjne wskazują na właściwości przeciwutleniające, ale to nie to samo co udowodnione działanie u ludzi. Acai to po prostu owoc zawierający między innymi polifenole i może być elementem zróżnicowanej diety.

Jagody goji. Nie są „najzdrowszymi owocami świata” i nie ma podstaw, by przypisywać im wzmacnianie kości, leczenie wątroby, spowalnianie starzenia czy hamowanie nowotworów. Popularne twierdzenie o zawartości witaminy C wielokrotnie wyższej niż w pomarańczach nie ma potwierdzenia, którego dałoby się rzetelnie użyć. To smaczny suszony owoc, nie lek.

Czarny bez. Tu sprawa jest ciekawsza. Niewielkie badania sugerują, że preparaty z czarnego bzu mogą łagodzić objawy części infekcji górnych dróg oddechowych, ale dowody są ograniczone, a czarny bez nie zastępuje leczenia ani szczepień. Ważna uwaga o bezpieczeństwie: surowe lub niedojrzałe owoce oraz inne części rośliny, w tym liście i łodygi, zawierają związki uwalniające cyjanowodór i mogą powodować nudności, wymioty i biegunkę. Gotowanie usuwa ten problem, dlatego czarnego bzu nie spożywa się w postaci nieprzetworzonej.

Nasiona chia. Są dobrym źródłem błonnika, tłuszczów wielonienasyconych, białka i składników mineralnych, więc spokojnie mogą być elementem zdrowej diety. Nie ma natomiast podstaw, by przypisywać im działanie przeciwnowotworowe ani przedstawiać jako sposobu leczenia cukrzycy typu 2.

Sól himalajska: co mówią pomiary

Różowa sól bywa opisywana jako źródło kilkudziesięciu minerałów. Jest w tym ziarno prawdy i spory haczyk.

Analiza składu mineralnego różowej soli wykazała, że rzeczywiście zawiera ona śladowe ilości wielu pierwiastków, ale by uzyskać z niej istotną ilość składników mineralnych, trzeba by zjadać ponad 30 gramów soli dziennie, czyli około sześciu łyżeczek. Taka ilość dostarczyłaby dawki sodu szkodliwej dla zdrowia. W tym samym badaniu jedna z próbek przekraczała dopuszczalny poziom ołowiu.

Sprawdzono też, czy zamiana soli zwykłej na himalajską ma znaczenie u osób z nadciśnieniem. W badaniu opublikowanym w 2022 roku nie stwierdzono różnicy we wpływie na ciśnienie tętnicze ani na wydalanie sodu z moczem.

Wniosek jest prosty: sól himalajska pozostaje przede wszystkim źródłem sodu, a nadmierne spożycie soli szkodzi niezależnie od jej koloru i pochodzenia. Światowa Organizacja Zdrowia zaleca do 5 gramów soli dziennie, a w Polsce spożywa się jej średnio około dwa razy tyle.

Jeszcze jedna praktyczna uwaga. W Polsce obowiązkowe jodowanie dotyczy soli przeznaczonej do spożycia w gospodarstwach domowych i było skutecznym sposobem zapobiegania niedoborowi jodu. Jeśli zastępujesz zwykłą sól solą specjalną, warto sprawdzić na etykiecie, czy jest jodowana.

Nie ma też podstaw, by polecać kąpiele z solą himalajską jako postępowanie w problemach ginekologicznych czy dermatologicznych.

Czego żywność nie zrobi

Na koniec dwie granice, o których warto pamiętać.

Żadna żywność ani suplement nie leczy infekcji bakteryjnej i nie zastępuje antybiotyku, gdy jest on wskazany. Odwlekanie leczenia na rzecz „naturalnych metod” bywa groźne.

Nie używamy pojęć „detoks” i „oczyszczanie organizmu”, bo nie mają one konkretnego znaczenia medycznego. Za usuwanie zbędnych produktów przemiany materii odpowiadają wątroba i nerki, a wspiera je to samo, co całą resztę: sen, dieta, ruch, brak używek i leczenie chorób.

Naturalne wspieranie odporności istnieje. Wygląda jednak jak nuda: wyspać się, jeść różnorodnie, ruszać się, nie palić, leczyć to, co się leczy, i zaszczepić się zgodnie z zaleceniami.

Źródła i literatura medyczna